Stefan Makne
2011-10-27 23:43:47
Sylwetka

Stefan Makné
ur.1927

Pilot szybowcowy, samolotowy, balonowy, zdobywca najbardziej prestiżowego na świecie w sporcie balonowym Pucharu Gordona Bennetta.

Były prezes poznańskiego aeroklubu. Z dzieciństwa zapamiętał tryumfalny wjazd do Poznania polskiego pilota, który zwyciężył w słynnych zawodach Challenge w 1935 r. - przystojny, opalony oficer w odkrytym kabriolecie. Tłum szalał - wspomina. O jego zainteresowaniach przesądził 1 września, kiedy Niemcy zbombardowali Poznań. Miał wtedy 12 lat. Jedynym źródłem informacji na temat samolotów, lotnictwa były niemieckie gazety, m.in. fachowa prasa techniczna. Ostatnie półtora roku wojny spędził w niemieckich obozach, uwięziony za przynależność do Szarych Szeregów.

W 1945 r. wrócił do Poznania, skąd z rodziną przeniósł się do Jeleniej Góry. Zobaczył kiedyś z okna szybowce krążące nad Grunowem koło Jeleniej Góry. - Pojechałem tam na rowerze - wspomina. Komendant lotniska zapytał go tylko o wiek i powiedział: "Zaczynasz od jutra". Ukończył szkolenie szybowcowe, na przełomie l. 1949-50 zdał na licencję samolotową. Zamiast licencji otrzymał jednak papier, że zakazuje mu się wstępu na lotnisko. - Za Szare Szeregi - wyjaśnia. Jednocześnie ukończył gimnazjum dla dorosłych w Jeleniej Górze, potem studia na wydziale mechanicznym Politechniki Poznańskiej, ze specjalnością w konstrukcji płatowców. Po studiach dostał nakaz pracy w Okręgowym Zarządzie PGR w Szczecinie. - Uparłem się, że chcę gdzie indziej - wspomina. Prowadził korespondencję z ministrem edukacji, który ostatecznie przeniósł go do Zakładów Sprzętu Lotniczego w Poznaniu. Ale Bierut uznał, że przemysł lotniczy nie jest Polsce potrzebny, zakłady zamknięto. Od tego momentu aż do emerytury zajmował się ekspertyzami energetyczno-cieplnymi. Zapisał się do Stronnictwa Demokratycznego. W 1957 r. wrócił do latania. Pod koniec lat 50. wziął pierwszy raz udział w mistrzostwach Polski, kolejne starty przynosiły rekordy, medale. W 1975 r. był mistrzem Polski w szybowcowej klasie standard, dwa lata później w klasie otwartej. Nigdy nie spadł poniżej 10. miejsca. - To znakomity, skrupulatny i dokładny pilot - mówi Janusz Łukaszewicz, pilot i instruktor z poznańskiego aeroklubu. Równocześnie z powrotem do lotnictwa zaczął latać na balonach. W latach 70. zorganizował dla aeroklubu pierwszy w Polsce balon na ogrzane powietrze. Puchar Gordona Bennetta zdobył w Paryżu w 1983 r. - Nie ma takich, którzy nie popełniają błędów podczas lotu. Wygrywa ten, kto popełnia ich najmniej - tłumaczy. - To człowiek zdecydowany w działaniach i ich większość mu wychodzi - mówi Janusz Łukaszewicz.

Lądowanie balonem często wiąże się z zabawnymi przygodami. W 1985 r., też podczas zawodów o Puchar Gordona Bennetta, lądował nad Morzem Śródziemnym. - Natychmiast pojawili się żandarmi francuscy. Myśleli, że to jest akcja szpiegowska, przesłuchiwali nas w nocy, ale ja nie mówię po francusku, a oni tylko po francusku - wspomina. W końcu ściągnięto Polaka z Legii Cudzoziemskiej, który pełnił rolę tłumacza. Żandarmi mieli zawiadomić organizatorów zawodów, gdzie Polacy wylądowali, ale zapomnieli. - Znaleziono nas dopiero dzięki akcji Konsulatu Polskiego i po trzech dniach wróciliśmy - opowiada. W ostatnich latach zajął się działalnością polityczną. W 1997 r. startował w wyborach do Sejmu z listy Krajowej Partii Emerytów i Rencistów. Nawiązując do jego pasji, napisaliśmy o nim wtedy "baloniarz", czym poczuł się urażony. Z KPEiR wystąpił, jak twierdzi, gdy partię opanowali członkowie b. PZPR. Był radnym dzielnicowym na poznańskim Nowym Mieście. Aktywnie działa w Polskim Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Walczył m.in. o wpisanie poznańskiego Fortu VII na oficjalną listę obozów koncentracyjnych. Osiągnął umiarkowany sukces - fort uznano za miejsce kaźni.

Niechętnie opowiada o swoim życiu prywatnym. Wnuk Szymon, syn jedynej córki, który z dziadkiem w dzieciństwie często jeździł na lotnisko, wspomina: - Dziadek pozwalał mi na przykład wskoczyć do kosza balonu i pomóc rozwinąć powłokę. Czasami brał ze sobą w powietrze - opowiada. Jeżeli jest w domu dłuższy czas, lubi posiedzieć przed telewizorem, z gazetą w ręku, i pomajsterkować. - Jest ugodowy, główną cechą jego charakteru jest ogromny, potężny spokój - dodaje wnuk.

Opracowanie: Daina Kolbuszewska, gazeta.pl 2001r.





wiadomości z roku 2005 | wiadomości z roku 2006 | wiadomości z roku 2007

Wykonanie i hosting: Halpress